Problemy z płynnością finansową wciąż dla wielu przedsiębiorców brzmią jak wyrok. Komornik, paraliż operacyjny, a na końcu upadłość – ten scenariusz, choć głęboko zakorzeniony, ma coraz mniej wspólnego z realiami współczesnego prawa gospodarczego. Zmiana, jaka zaszła w polskim systemie prawnym po wejściu w życie Prawa restrukturyzacyjnego w 2016 roku, jest fundamentalna. Celem nie jest już likwidacja przedsiębiorstwa, ale jego uratowanie.
Deregulacyjny krok w przód – z kodeksu znika niesławny artykuł. „Był niemal całkowicie martwy”
„Decyzją Ministerstwa Sprawiedliwości art. 586 Kodeksu spółek handlowych, grożący karą więzienia za spóźniony wniosek o upadłość, miał chronić wierzycieli i dyscyplinować zarządy, znika z systemu. Według ekspertów to dobra wiadomość zarówno dla wierzycieli, jak i menedżerów, którzy nie będą już karani za próbę ratowania firm.
Jak czytamy w komentarzu eksperckim Kamili Dyły, kwalifikowanego doradcy restrukturyzacyjnego, radcy prawnego, członka zarządu Haśkiewicz Dyła Restrukturyzacje Upadłości sp. z o.o., celem było zmuszenie menedżerów do szybkiej reakcji na kryzys, by chronić majątek firmy przed dalszym uszczupleniem. Przepis był jednak niemal całkowicie martwy. Dane statystyczne jednoznacznie demaskują jego iluzoryczną skuteczność – skazania na jego podstawie miały charakter niezwykle rzadki, wręcz incydentalny (o ile takie postępowania w ogóle się toczyły).”






